Sobotni spacer (fotorelacja)...

Komentarze pod poprzednim postem wzbudziły we mnie wiele pozytywnych emocji. Zrozumiałam, że blog ten nie był ważny tylko dla mnie, większość z was do niego wraca. Ciężko mi teraz przelać tu te wszystkie myśli, jakie ,,kłębią" mi się w tej chwili w głowie. Wasze słowa spowodowały na mojej twarzy uśmiech... Zrobiło mi się żal, że muszę Wa zostawić. Jedna z czytelniczek wpadła na bardzo ciekawy pomysł, abym co jakiś czas wrzucała króciutkie notki lub zdjęcia. Spodobał mi się bardzo ten pomysł. I to was, drodzy czytelnicy mogłoby uszczęśliwić. Bo ja, jako czytelniczka innych blogów dobrze wiem, co to znaczy zżyć się z pewnymi osobami w internecie i pragnąć choć krótkich... ale wpisów. Do tej pory odczuwam smutek z powodu tego, że niektóre blogi skończyły swoją działalność, na przykład blog ,,Nando -moje życie, moja pasja" czy blog o najsłodziaśniejszym króliku Rudim. Wiele bym dała, żeby te blogi znów wróciły...Dlatego nie chcę robić wam to samo. Jeżeli mam chwilkę czasu, to czemu miałabym czegoś nie opublikować  i was nie uszczęśliwić?Dzisiaj króciutka relacja z ostatniego spaceru, po którym wróciłam cała brudna. Gotowi?


Jesień w pełni. Mgła tego dnia melancholijnie unosiła się po lesie. Zimny wiejący ze wschodniego krańca Polski wiatr z dumą i ogromną siłą bujał ogołocone drzewa. Liście leżące na wilgotnej drodze, biegnąc nadawały mroźnemu krajobrazowi trochę swobody i szaleństwa. Niewątpliwie  przyroda nie miała zamiaru nikogo wpuszczać do lasu. Przeszkodą dla przybyłych miała być również wilgoć znajdująca się w powietrzu. 

Ale pojawili się. I było ich trzech. No dobra, bądźmy ze sobą szczerzy: ten trzeci to jakiś mocno spasiony był, więc powiedzieć można, że grupka liczyła czterech osobników Ich cel? Aktywna sobota i przewietrzenie się a przy okazji pocykanie kilku fotek...


Ostatnio zgubiła nam się smycz. Ta dwumetrowa. Ta, którą zrobiłyśmy dla Majla w prezencie na święta. Od czasu wakacji nie możemy jej znaleźć. Przeżywamy ogromny kryzys. Heheh nie no dobra nie, zginęła ale nie przeżywamy tego w taki sposób. Dobra, nie przedłużając, zmuszeni byliśmy przypiąć linkę. Oo tak. Tą brudną i poplątaną linkę, której głównym celem nie jest zapewnienie właścicielowi i psu bezpieczeństwa tylko obcieranie i kaleczenie jego rąk. Szpeci zdjęcia, na każdym musi pokazać, jak pięknie przecina psiakowi pysk czy leży pod jego nogami. Jakby tego było mało stwarza ona olbrzymie zagrożenie na drodze - plącze się i powoduje kolizje pomiędzy psem a dwunożnym. Słowem niezła wariatka z tej naszej linki. Zmuszeni byliśmy się z nią męczyć.

 Kiedy spacer zmierza do końca, było cudownie, normalnie bajka nagle okazuje się, że tak jednak nie będzie. Mowa tu o biegnącym psie z wioski, który właśnie was zauważył i nie może nie skorzystać z okazji aby się nie przywitać i się nie pobawić. I wtedy właśnie zaczyna się odciąganie, szarpanina i skoki. A przy tym masa plączących się brudnych łap. Takim to właśnie sposobem twoje piękne, czarne jeansy zamieniają się w coś naprawdę okropnego. Koniec.


Mam nadzieję, że notka Wam się podobała. Myślę, że jak będę miała wystarczająco czasu to będę pisać takie krótkie relacje ze spacerów lub jakieś kartki z pamiętnika, które dotyczyłyby zwykłej, naszej codzienności. Pożyjemy zobaczymy jak to mówią!


Do napisania!
W&M

PS. To chyba najkrótszy post w historii tego bloga.



3 komentarze:

  1. Piękna fotorelacja! U nas taka mglista pogoda utrzymuje się już od dłuższego czasu i jak na początku nawet mi się to podobało, tak teraz mam tego serdecznie dość i chcę słońca...

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetna relacja. To fajne uczucie, kiedy czytam o spacerze, w którym uczestniczyłam. Od razu pojawia się uśmiech na twarzy :)
    Cieszę się, że jednak wróciliście. Nie musisz pisać często. Pisz kiedy chcesz. Najważniejsze jest to, aby czerpać z tego radość. Świetny post. Czekam na kolejny spacer i kolejną taką "kartkę z pamiętnika"...

    OdpowiedzUsuń