Zimowo - świąteczna aktualizacja...

Cześć. Dawno tu nie pisałam, ponieważ nic się ciekawego u nas nie działo. Siódma klasa - więcej sprawdzianów, mniej czasu na psa czy rozwijanie zainteresowań...No ale dobra, blog nie jest do narzekania na ilość nauki. Zmieniamy temat. Mamy grudzień, zimę. Śnieg w tym roku, na Mazurach po prostu wariował. Były raz zaspy, kiedy indziej tylko kilka centymetrów a później w ogóle go nie było. I tak w kółko. Święta oczywiście bez śniegu. Korzystaliśmy z Majlem z niego kiedy były zaspy. Poszliśmy na łąki, dłuższe spacery (w końcu mam lepsze rękawiczki!)  oraz na zdjęcia...

O czym będzie dzisiejszy post? Hmm....O wszystkim i o niczym. Hah. Taka mała aktualizacja.
No więc co się wydarzyło przez ten czas kiedy nie pisałam?

  • Odwiedziliśmy kilka razy ,,wyspę"  i odkryliśmy skrót do niej -  w kwietniu ubiegłego roku przypadkowo odkryliśmy półwysep, który na długo ugrząsł nam w pamięci. Był niestety zaniedbany, była masa śmieci, którą w późniejszym czasie posprzątaliśmy. Strasznie spodobał nam się urok tego miejsca. Przewalone drzewo - miejsce spoczynku kormoranów, na którym Majlo trenuje swoje czynności akrobackie czy drzewa bez koron. Zakochaliśmy się i tyle...Przez pewien czas zapomnieliśmy jednak o tym miejscu. Przyszły wakacje, pojawiły się inne miejsca...Dlatego nie dawno postanowiliśmy tam dotrzeć. I udało nam się, doszliśmy ale nową drogą. ,,Ej a gdzie się tam idzie? Chyba na wyspę, co?" - zapytałam się raz Julii, kiedy zobaczyliśmy w lesie nową drogę. No i poszliśmy to sprawdzić. Nie muszę chyba pisać gdzie doszliśmy, bo to wiadome. Droga okazała się skrótem a wyspa dostępniejszą niż wcześniej. Ku naszemu zdziwieniu śmieci znów się pojawiły, ale ktoś wziął z nas przykład i popakował je do worków. Nawet nie wiecie, jak nam się miło zrobiło! Uważam, że teraz będziemy częściej wpadać na ,,wyspę" i nie zapomnimy o tym wyjątkowym miejscu. 



  • Przywołanie nadal działa! -  pół roku - tyle trwała przerwa od przywołania. Wiem, okropnie to brzmi. Nikt z Was pewnie nie dopuściłby się tego. No ale cóż... Przywołanie na lince wydawało mi się na początku bez sensu. Potem jednak zmieniłam zdanie i trenowaliśmy przywołanie. Jeszcze potem je zaniedbaliśmy aż do pewnego spaceru. Zawołałyśmy, i wiecie co? Odwołał się, pamiętał. Przerwa pół roku, pies i tak pamięta. Nie spodziewałam się tego, tym bardziej po Majlu. Widzicie, trzeba uwierzyć w swoje i innych możliwości.

  • Majlo trochę się nam udomowił - leżał już w moim łóżku, na kanapie, nawet na krześle. Schody nie są dla niego przeszkodą. Choinka została już obwąchana, bombka również. Jak jakiś pies zaszczeka to Majlo szybko łapami na grzejnik i z okna obczaja kto tam chodzi. Taki to piesek salonowy.



  • Prezenty Majla na święta. - Majlo wigilię spędził w domu, hehe w końcu to już pies podwórkowo-domowy. Co dostał? Duży zapas karmy i ciasteczka ze żwaczami. Bardzo mu smakują, w końcu to Majlo, jemu wszystko smakuje.

  • Wiewiór is perfect! -  i pomyśleć, kiedyś mówiłam ,,Nie on nie zrobi, toż to cielsko!". Trochę ćwiczyliśmy i teraz Majlo wiewióra potrafi bardzo długo wykonać. Doszliśmy do mety.


  • Majlo ma przyjaciela! -  jest nim psiak takiej pani z naszej wioski, jest to mieszaniec ogara polskiego. Idealny dla Majla, gdyż nie jest dla niego ani za drobniutki ani za duży. Wabi się Fado. Często ucieka ze swojego podwórka i wchodzi na nasze (chyba przez płot). Bawi się wtedy z Majlem caaałą noc. Cieszę się, że się dobrali, bo Majlu brakowało jakiegoś psiego towarzysza. Sara została oddana do schroniska, a Lulę i Gofra wywieźli...

I to by było na tyle. Nawet nie wiecie jak się cieszę, że w końcu się zabrałam i coś tu naskrobałam. Bardzo mi tego brakowało. Teraz pisząc te zakończenie słyszę chrapanie Majla w korytarzu, hehe. To to dopiero szalone zwierzę.


W następnym poście będziemy podsumować rok, bądźcie z nami!
Majlo i Weronika

Recenzja fotoksiążki od Saal Digital

Dzięki uprzejmości firmy Saal Digital otrzymaliśmy możliwość przetestowania fotoksiążki, którą zapewne dobrze znacie. Jest to bardzo ciekawa alternatywa dla  osób, które chcą zgromadzić swoje zdjęcia w jednym miejscu. Jesteście ciekawi jak u nas sprawdziła się fotoksiążka, czy przeszła moje oczekiwania? Zapraszam do czytania.


 Saal Digital - co to za firma?
 Saal Digital należy do wiodących europejskich producentów fotoproduktów.

 ,,Żyjemy i pracujemy z pasją do fotografii. Z profesjonalnym podejściem dążymy do osiągania naszych głównych celów: wysokich standardów jakości, zadowolenia naszych klientów i pracowników oraz stałego rozwoju naszych innowacyjnych fotoproduktów. Jako nowoczesny dostawca internetowy oferujemy wysokiej jakości naświetlane i drukowane fotoprodukty. Do nich należą przede wszystkim fotoksiążki, odbitki, plakaty, fotokalendarze, fotokartki, fotoobrazy jak np. dibond, pleksi czy forex oraz fotoprezenty"


     Projektowanie i zamawianie
 Aby zaprojektować i zamówić naszą fotoksiążkę, trzeba pobrać specjalną aplikację, która dostępna jest na stronie producenta (www.saal-digital.pl). Jest ona bardzo łatwa w obsłudze. Jak zainstalujemy ją na swoim komputerze, czas zacząć projektować. Wybieramy m. in. format naszej fotoksiążki, ilość stron, rodzaj okładki, papieru oraz zdjęcia, jakie chcemy w niej umieścić. Możemy również skorzystać z gotowych szablonów albo stworzyć swoje. Kiedy nasza książka będzie gotowa, przechodzimy do zamawiania. Klikamy ,,Dodaj do koszyka" i dalej kierujemy się za pomocą wskazówek.



Wysyłka
Paczka została do mnie dostarczona za pośrednictwem firmy kurierskiej DHL. Zrezygnowałam z błyszczącego papieru, dlatego też nie musiałam dopłacać 20 zł za kuriera.Zamówiłam ją w poniedziałek i  po kilku dniach była już u mnie. Firma dostaje ode mnie za to wielkiego plusa, nie zapominajmy, że paczka idzie aż z Niemiec! Fotoksiążka została solidnie zapakowana, w gruby karton oraz folię bąbelkową.



Nasza fotoksiążka
 Nasza fotoksiążka ma 26 stron, błyszczącą i twardą okładkę oraz matowe strony. Wykonana jest w wymiarach 15 x 21 cm. Okładkę zdobi duży, fikuśny tytuł, który brzmi ,,Majlo. Wspaniałe chwile zamknięte w kadrach".  Pokusiłam się, aby dodać mój ulubiony psi cytat, który znajduje się pod tytułem w delikatnej, szarej ramce. Z tyłu okładki jest zdjęcie Majla w chmurach. Kadry, które znajdują się w środku starałam się podzielić na grupki tak, aby na każdej stronie było kilka zdjęć, które kolorystycznie do siebie pasują. A zdjęcia bliższe mojemu sercu starałam się dać na dwie strony, aby były większe. Jesteście ciekawi jak mi wyszło? Poniżej znajduje się namiastka mojej pracy.


Jakość
Jakość fotoksiążki jest bardzo wysoka. Zdjęcia mają prawidłową ostrość oraz kolory (na powyższych zdjęciach, jedna część obrazu jest mocniejsza a druga jaśniejsza - jest to efekt światła a nie wina firmy). Okładka jest twarda i mocna. Strony są grube, dobrze zszyte. 


Nasza opinia
Fotoksiążka jak i sama firma zrobiła na mnie bardzo duże i dobre wrażenie. Firma bardzo uprzejmie mnie obsłużyła. Jak już wspominałam na wstępie, taki rodzaj zebrania zdjęć w jednym miejscu w postaci książki, to świetna pamiątka na długie lata i bardzo ciekawe rozwiązanie dla fotografów. Jestem bardzo zadowolona z naszego produktu. Kolejna fotoksiążka? Tylko z Saal Digital!

Na koniec chciałabym bardzo podziękować firmie Saal Digital za zaufanie i możliwość testów. Wspaniale było testować produkt tak wysokiej jakości, jakim jest fotoksiażka.
Dziękujemy!




My już mamy swoją fotoksiażkę a ty?
Weronika i Majlo

Zdjęcia Majla teraz i kiedyś

Pewnie każdy fotograf ma tak, że przychodzi taki czas, w którym przegląda swoje starsze zdjęcia a potem te nowsze i myśli ,,kurcze, ale się zmieniły". I to na lepsze...Dzisiaj ja chciałabym pokazać Wam różnicę pomiędzy starszymi zdjęciami Majla a tymi nowszymi. Jesteście ciekawi? Zapraszam do czytania!
W poprzednim wpisie dowiedzieliście się, że interesuję się fotografią i posiadam lustrzankę od wakacji 2016. Zanim jednak ta lustrzanka u mnie zagościła, fotografowałam takim małym, kompaktowym aparatem, którego potocznie nazywa się ,,małpką". Robił on zdjęcia średniej jakości, czasem nawet strasznej. To właśnie nim sfotografowałam pierwsze chwile Majla w naszym domu oraz dalsze jego miesiące. Przesiadka na aparat lepszej jakości spowodowała, że bardziej zagłębiłam się w fotografię. Zaczęłam czytać, poznawać, próbować aż w końcu się nauczyłam. Poznałam swój aparat. Przysłona, balans bieli, ISO...Te pojęcia kiedyś były dla mnie czarną magią. Teraz już nie...

Kiedyś:  Nie zwracam uwagi na tło, jakie znajduje się za modelem. W moim centrum uwagi jest tylko szczeniak.
Teraz:  Pierwsze o czym pomyślę to tło. Nie pozwalam aby model został przez nie przytłoczony.


Kiedyś:  Nie patrzę na ustawienia. Automatyczny i ruszam!
Teraz: Sama ustawiam wartość przysłony, ISO itp. Manualny to mój przyjaciel!


Kiedyś:  Nie zważam, na to, że mojemu modelowi się nudzi.
Teraz: Model jest zmęczony - kończę sesję.


Kiedyś:  Fotografuję zwyczajne czynności Majla, jak siedzi, leży itp.
Teraz: Staram się wymyślać fajne ujęcia, np. jak Majlo siedzi na kłodzie, skacze z belki, robi wiewióra na drodze lub jak łapami opiera się o pień.


Kiedyś: Nie wierzę w możliwości swoje i Majla. On nie zeskoczy lub ja go nie uchwycę.
Teraz: Nie poddaję się, próbuję. Efekty są coraz lepsze.


Kiedyś: Uważam, że zwyczajne zdjęcia na podwórku wystarczą.
Teraz:  Kadry leśne są piękne!


A Wy, jak sądzicie? Dużo zmieniły się moje zdjęcia? Z wielką chęcią poczytam Wasze opinie.


Zostawcie linki do swoich blogów!
Werka&Majlo




Nie samym psem żyje psiarz...

Cześć! Tej blogowej serii nie trzeba już nikomu przedstawiać. Ja jednak przypomnę, że chodzi tu o pokazanie swoich zainteresowań z wyłączeniem kynologii. Tą serię zapoczątkowała Marta z bloga Mango- whippet z pasją, którego bardzo polecamy! Teraz kolej na mnie, jesteście ciekawi czym jeszcze interesuję się oprócz psów? Zapraszam do czytania.


1. Fotografia; makrofotografia
Fotografować kocham już od wczesnego dzieciństwa. Robienie zdjęć sprawia mi wiele radości. 
Od wakacji 2016 posiadam swoją własną lustrzankę. Jest nią Nikon D5200 z obiektywem 18-105 mm f/3.5-5.6. Obecnie zbieram na jakieś jaśniejsze szkło. Co najbardziej lubię fotografować? Przede wszystkim owady, a w szczególności motyle. A oprócz tego krajobrazy, psy, rośliny od czasu do czasu także ludzi. Ostatnio byłam fotografem na szkolnym konkursie tanecznym :)



2. Przyroda
Mieszkam w jednym z dwudziestu ośmiu najpiękniejszych miejsc na ziemi - na Mazurach. Moją wieś z każdej strony otaczają lasy, pola i łąki. Kocham przebywać na łonie natury, wsłuchiwać się w leśną ciszę. Dla mnie dzień bez lasu to dzień stracony. Codziennie w nim jestem. Uwielbiam odkrywać w nim nowe ścieżki, miejsca, siedzieć o poranku na ambonie i obserwować zwierzęta.




3.  Wędrówki, spacery - chodzenie
Kocham chodzić. Najlepiej po lesie lub w górach. Moje nogi same pchają mnie do przodu.  Babcia mi kiedyś mówiła, że jak byłam mała to nigdy nie chciałam, aby ktoś nosił mnie na rękach, więc dreptałam zawsze koło dorosłych...Wraz z Julią i z naszym tatą od czasu do czasu organizujemy sobie różne wędrówki np. dookoła naszego jeziora (25 km) czy pieszo do Krutyni lub Zgonu (to miejscowość jak coś :P).  Podczas tamtej zimy, ja z Julią prawie byśmy doszły do Mikołajek, ale niestety mróz nie pozwalał. Mało brakowało... Pokonałyśmy wtedy coś ponad 25  km przy wysokim mrozie.
Nasz team: ja, Julia i nasz tata :)




 4. Motyle
 Pasja fotografowania motyli sprawiła, że zaczęłam interesować się życiem tych bezkręgowców. Strategie obronne, walka o przetrwanie, skomplikowany rozwój - życie motyli jest krótkie, ale ciekawe i pełne tajemnic. Uwielbiam je obserwować, czytać o nich, uczyć się rozpoznawać polskie gatunki. To daje mi wiele przyjemności. Często ganiam z aparatem za nimi, ale prawda jest taka, że to właśnie motyle mnie znajdują a nie ja je. Miałam już z nimi masę przygód. Jedna jest taka, że jak biegłam to motyl wleciał mi za okulary. Innym razem, kiedy znalazłam jednego motyla i chciałam go sfotografować (jeszcze ,,małpką") to bateria w aparacie mi się rozładowała i musiałam chwycić po naładowane baterie, bałam się, że motyl odfrunie w tym czasie (a był to cytrynek, motyl który szybko przysiada z kwiata na kwiat)  bardzo długo zajęło mi włożenie baterii (ręce mi się trzęsły), ale ku mojemu zdziwieniu motyl nie odfrunął a ja, mogłam go jeszcze długo obfocić. Miałam wrażenie, że on na mnie specjalnie zaczekał.






5. Niepylak apollo  
Niepylak apollo to mój ulubiony gatunek motyla. Jest on niezwykle rzadki i chroniony w Polsce w możliwie najszerszy sposób. Występuje w naszym kraju jedynie w Tatrach a przede wszystkim w Pieninach, gdzie prowadzona jest jego hodowla. Jest jednym z największych motyli dziennych. W porównaniu do innych motyli motyl ten nie ,pyli". Zakochałam się w tym bezkręgowcu. Chciałabym się w przyszłości przyczynić do odbudowy gatunku. Moim największym marzeniem jest spotkać tego motyla i zrobić mu zdjęcie. Tutaj poniższa fotka pożyczona z grafiki google. Mimo, że motyl ten nie jest kolorowy to jednak ma to ,,coś" w sobie, prawda?  Mam nadzieję, że ten ,,pieniński książę" zechce kiedyś stanąć przed obiektywem mojego aparatu.


                                                                                                                 Poznaliście mnie trochę lepiej?
Pozdrawiamy!
Majlo&Werka

Mały, wakacyjny haul zakupowy

Niedawno dostaliśmy po raz drugi bon na 50zł od sklepu Krakvet. Dziękujemy! Bardzo się ucieszyłyśmy, ponieważ Dzień psa powoli się zbliżał, a ja z Julią nie miałyśmy dla Majla żadnego prezentu. Po zrobieniu zakupów pozostało nam tylko poczekać na kuriera. Paczka została wysłana z 8 dniowym opóźnieniem, ponieważ jednego produktu nie było w hurtowni, więc długo się naczekaliśmy...

Ale zanim paczka do nas dotarła dużo się wydarzyło. Pewnego dnia, jak ja z Julią wróciliśmy z rowerów (nie wzięłyśmy Majla, ponieważ było dla niego za gorąco na rower) okazało się, że był kurier, ale odjechał i nic nie zostawił. Krakvet wtedy napisał, że paczki nikt nie odebrał. Zaczęłam się z Julią martwić. Kurier drugi raz nie wróci. Z paczki nici, trzeba będzie gdzieś pojechać po nią? Może gdzieś daleko? Następnego dnia, babcia powiedziała nam, że nasza paczka jest i czeka w korytarzu...Byłyśmy zdziwione. To jednak kurier wrócił? Ale babcia powiedziała nam, że przywiózł ją listonosz, który otrzymał paczkę od kuriera, ponieważ on bał się wejść na podwórko z powodu psa... Jak widzicie, pies spowodował jednodniowe opóźnienie. Heh biedny Majlaczek, on najbardziej czekał na tą paczkę... Stał na murku i wyczekiwał dużego samochodu. Skojarzył kuriera z pysznościami!


Bez zbędnego opóźniania. Jesteście ciekawi co znajduje się w naszej paczce? Co Majlo dostał na dzień psa?


1. BOSCH Goodies Vitality 450g - czyli małe herbatniki w kształcie kostek
Od dawna chciałam je zakupić. Są miękkie, łatwo się łamią i niestety się mocno kruszą. Ale Majlo to nawet za jednego okruszka zrobi sztuczkę. Ich opakowanie jest świetne. W kształcie kostki, nieduże, mocno zamknięte. Co do składu to nie jest on dobry, ale od czasu do czasu coś niezdrowego można zjeść. Prawda?







2. KRAKVET Przysmak dla psa - mięso wołowe, trzy paczki po pięć sztuk 
Suszone mięcho. 15 sztuk. Mega śmierdzące. Majlo za nimi szaleje.

 


3. KRAKVET Natural Snack - przysmak dla psa z kurczakiem i dorszem 80g
Nasze ukochane ,,zawijaski"! Musiały się tu znaleźć. Są mega miękkie, łatwo je podzielić na kilka kawałków, nie są tłuste, nie brudzą rąk. Super skład. Zamknięcie strunowe.




4. KRAKVET Natural Snack - przysmak dla psa kawałki kaczki 80g
 Kolejne przysmaki ,,Natural Snack". Tym razem kawałki kaczki, które bardzo trudno się łamią, mają świetny skład i są trochę tłuste. Zamknięcie strunowe. Majlo jak je widzi to wariuje.





5. VITAKRAFT Belonis - przysmak dla psa o smaku wątróbki 300g
Nasze bezmięsne krokieciki. Mimo, że skład okropny (ups! zapomniałam zerknąć) to Majlu bardzo smakują. Łatwo się łamią i kruszą. Łatwo je połamać. Jest ich bardzo dużo w opakowaniu. Ten wydrukowany psiak przypomina mi Meggi, co nie?

6.  PETVITA Light z kurczakiem i marchewką - puszka 400g
Jeszcze nie otwarta. Skład jest idealny. Powiem szczerze, że nie wiedziałam, że Petvita jest w puszce.




7.   Carrefour karma dla psa z kawałkami kurczaka w sosie
Skład nie za ciekawy, ale była w dobrej cenie, więc wzięliśmy. Miał być sos, a okazało się, że jet galaretka. Mimo to Majlu bardzo smakowała.


 Oprócz jedzenia Majlo dostał także dłuugi spacer oraz...bandamkę. Piękną, żółtą bandamkę, która była dołączona do miesięcznika ,,Mój pies i kot". Jak Wam się podoba?



  Na tym kończymy dzisiejszy post! Może jesteście bardziej ciekawi jakiegoś produktu? Piszcie, z chęcią napiszę recenzję.

Pozdrawiamy!
Majlo&Werka

Pierwsze wakacyjne dni - co się działo?

Mamy wakacje! Czas wyczekiwany przez każdego psiarza. Dwa miesiące dla psa i z psem - brzmi to super, co nie? Przez kilka dni  na psich blogach przewijały się posty o planach na te dni. Ja takiego posta nie napisałam. Czemu? A bo tych planów mamy bardzo mało. Nagrać filmik, pójść na jakąś dłuższą wyprawę, wykąpać się razem, pokonać dużo kilometrów. Krótko mówiąc - spędzić je aktywnie. Dzisiaj taki post aktualizacyjny, bo wydarzyło się bardzo dużo.


Zacznę od tematu otwierania furtek. Zawsze kiedy gdzieś szłyśmy bez Majla, to on na nas czekał. Siedział koło furki i wyglądał. Babcia nawet mówiła, że piszczał i wył. Tak zawsze było, aż do poniedziałku. Kiedy stałyśmy (wciąż nie wiem czemu piszę w liczbie mnogiej) koło domu koleżanek to ktoś krzyknął ,,Maajlo biegnie!" A my patrzymy a tu na serio Majlo. Pędzi w naszym kierunku z jęzorem z tyłu. Szybko złapałam go za obrożę kiedy podbiegł i odprowadziłam go. Byłam zaskoczona. Jak on mógł wyleźć? Następnego dnia znów to samo. Stoimy w tym samym miejscu i tu Majlo a za nim zgraja psów. Na szczęście zignorował psy ( z którymi zawsze się gryzł; byłam  z niego duma) i podbiegł do nas. Kolejne dwa dni znów to samo. Aż do wczoraj, ponieważ znaleźliśmy klucze od furtek i już nie wyjdzie, hihihihi. Chciałam z siostrą zobaczyć jego zaskoczenie, jak nie może otworzyć łapą klamki. Wyszłyśmy na ulicę i patrzyłyśmy. Był naprawdę zaskoczony i trochę poddenerwowany. I teraz uważnie czytajcie...Wskoczył przednimi nogami na murek i próbował przeskoczyć ogrodzenie. Heh, na szczęście mu się to nie udało. Masa nie pozwoliła...


A teraz kilka słów o naszej przygodzie z rowerem...Od dawna chciałam, żeby Majlo towarzyszył nam na wycieczkach rowerowych. Pewnego dnia spróbowałyśmy. Wzięłyśmy rowery, smycz i pojechaliśmy prostą drogą. Majlo od razu załapał o co chodzi. Biegł truchtem a nie pełnym speedem jak przy normalnym bieganiu. Pojechaliśmy w las. W lesie było trochę gorzej. Mimo, że rower cały czas jechał Majlo bez przerwy się zatrzymywał by powęszyć lub zrobić siku. Mi wtedy kierownica się przechylała i traciłam równowagę. Kolejnym problemem była smycz, która ciągle się nam plątała. Raz była pod kołem, raz wlazła w szprychę. Heh, nie mogłam jej stamtąd wyjąć. Kiedy wracaliśmy wsią, przejeżdżaliśmy koło psów. Ja z Majlem po prawej a Julia koło psów (żeby zagrodzić na wszelki wypadek dostęp do nich, bo Majlo miał luźną smycz i mógł podbiec). Wszystko poszło jak po maśle. Majlo nawet na te psy nie spojrzał. Byłam mega dumna. Drugiego dnia, kiedy przejeżdżałyśmy koło psów, Julia pojechała pierwsza (nie wiem, czemu to zrobiła) krzyczałam, że ma wrócić ale ona odpowiedziała, że mam jechać szybko, to wtedy Majlo do nich nie podbiegnie. ,,No dobra niech się dzieje co chce" - pomyślałam.  Rozpędziłam się. Luźna smycz. Majlo gwałtownie skręcił, ja wyskoczyłam z roweru i spadłam głową na beton (prawie ją rozbiłam). Psy zaczęły się gryźć. Wstałam, wzięłam rower na bok ( bo jechał samochód) i oddzieliłam Majla od psów. A to wszystko widział właściciel tych psiaków. Pozwólcie, że zostawię to wydarzenie bez komentarza.


Jednak na tym nasze zmagania z rowerami się nie kończą. Na drugi dzień spróbowaliśmy jeszcze raz, pojechaliśmy tym razem w inne miejsce i wzięłam krótszą smycz. Było super! Majlo bardzo ładnie się zachowywał (nawet wtedy kiedy przejeżdżaliśmy koło psów!), jego tempo było idealne, postawa w stosunku do psów również. Po prostu inny pies! Nasza przygoda z rowerami dopiero się zaczyna, trzymajcie za nas kciuki!


Co jeszcze się działo? Zaliczyliśmy wodowanie! W końcu woda przekwitła, ja z Julią mogłyśmy pomoczyć nogi a Majlo popływać i ponurkować. Nie obyło się też bez skoków do wody!

Któregoś dnia ( nie wiem dokładnie kiedy, w wakacje w ogóle nie śledzę czasu,hehe) Majlo poznał małą, młodziutką koleżankę. Jest nią dwumiesięczna Perełka, szczeniak naszej koleżanki. Kiedy weszła na podwórko, Majlo zaczął się z nią bawić. Pierwszy raz widział tak małego pieska. Był bardzo nieostrożny (podczas zabawy lubi używać zębów, wyglądało to jakby złapał ją całą w pysk) więc zrezygnowaliśmy z dalszej ,,gonitwy". Kiedy szliśmy z przyjaciółmi i Perłą koło karczmy (Majlo został w domu) ktoś krzyknął ,,Majloo biegniee!" ( a wiedzcie, że było to wtedy, kiedy jeszcze otwierał te bramki). Ktoś puścił Perełkę i ona pobiegła do karczmy a Majlo za nią. Perła strasznie się go przestraszyła i piszczała. Schowała się pod stolikiem. Majlo nie chciał się już z nią bawić (chyba zrozumiał to, że ona się go bała), więc podszedł i tylko delikatnie ją powąchał. Szybko podbiegłam, złapałam go i odprowadziłam. To była bardzo szybka akcja. Dobrze, że w karczmie były pustki, hehe.


A teraz kilka słów o super spacerze. W sobotę idziemy sobie niedaleko stanicy wodnej (możecie ją sobie wygooglować jak chcecie: stanica wodna Cierzpiety) i naprzeciwko nas pojawia się pani z terierem walijskim na kolczatce i na flexi vario. Pyta się nas z daleka: pies czy suka? My odpowiadamy: Pies. A ona: To  F A T A L N I E! My się schowamy. No i sobie przechodzimy, na luziku, terier się pani wyrywa, warczy, szczeka na nas a my sobie idziemy powolutku, Majlo nawet się na psa nie spojrzy. Nie wiem, ale ktoś nam podmienił psa! No ale czytajcie dalej. Potem jak wracamy to kilka metrów od nas na drodze (błoto) stoi piękny, biały ( nie no brązowy) papilon. Zaczyna do nas biec! Nagle się zatrzymuje. A my nadal w tym samym miejscu. Majlo stoi zapatrzony, ja luzuję smycz (chciałam zobaczyć czy Majlo podbiegnie do niego) jednak nic. Majlo nawet nie drgnął. Po prostu się przyglądał. Wychodzą jacyś ludzie z działki i zabierają brudnego papilona. A my dalej stoimy w tym samym miejscu, hahaha!


Jak widzicie, pierwsze dni wakacji są  u nas mega szalone.Wydarzyło się już tak wiele. Są chwile radości, chwile dumy jak i chwile złości, smutku, zwątpienia. Każdy ma gorszy dzień. Majlo jednego dnia zachowuje się po prostu koszmarnie a następnego po prostu jakby ktoś podmienił nam psa.
Pragnę jeszcze dodać, że blog jest w trakcie ,,budowy", niedługo będzie już gotowy!


Koniecznie zostawcie linki do blogów!
Majlo&Wera