Nasze plany na rok 2017!

To już ten czas, kiedy zbliża się sylwester i psiarz myśli, co będzie chciał z psem robić w nadchodzącym roku. Stąd ten post. Nasze plany na nadchodzący rok. My mamy ich dosyć mało, co wcale nie oznacza 2017 będzie rokiem mało pracowitym.Zapraszam do czytania!




1. Doskonalić przywołanie

O co mi chodzi pisząc ,,doskonalić”? Majlo przywołuje się, fakt, potrafi się przywołać się sam, jak i z innym psem. Pisząc ,,doskonalić” mam na myśli ulepszać . Majlo ma tam jakieś braki. Ciężko jest mu odwołać się od ciekawych zapachów. Wiem, że czasem za dużo od niego wymagam, przecież jest to jeszcze szczeniak (halo, halo nie taki szczeniak za kilka dni wybija mu rok! Za bardzo go chyba bronię) No więc przywołania nie możemy sobie ot tak zostawić, trzeba je przypominać. Nadchodzący rok będzie właśnie rokiem pracy nad przywołaniem.


2. Zakupić szelki, mocną obrożę oraz miskę podróżną.

Na pewno chcecie wiedzieć jakie chcemy szelki oraz obrożę. No więc tak: Juliusy IDC (moro), Obroża Passion Dogs (również moro). Czemu moro? Bo to nasz ulubiony kolor. Majlowi mam nadzieję, że będzie pasował. Co do miski podróżnej mamy taką jedną upatrzoną z Comfy.



3. Wybrać się na jakąś dłuższą wyprawę: ogólnie pokonać dużo kilometrów

To musimy koniecznie zaliczyć. Mamy przepiękne tereny, dużo pól, łąk a przede wszystkim lasów. Tak myślałam, myślałam może z Majlem do Krutyni na piechtę? Musimy spróbować! Trzeba będzie wkrótce wybrać jakąś fajną trasę. Najlepiej aby było gdzieś koło jeziora. Krutyń się doskonale do tego nadaje!



4. Bardzo aktywne wakacje!
 To jest podstawa udanego roku. Wakacje muszą obfitować w zdarzenia, przygody i szaleństwa.



   5. Dużo szaleństwa (nie tylko owczarkowego)
Co tu dużo mówić? Nadchodzący rok ma być rokiem szaleństwa! (hah co punk to mniej tekstu haha) 

.


 5. Nauczyć Majla kilku sztuczek m. in. slalomu

 Z tym slalomem może być problem bo już kilka razy próbowaliśmy i nie załapał o co chodzi. Ale na pewno damy radę! Jak nie slalom to jakaś inna sztuczka. Dajcie w komentarzu propozycje!


---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

No i to będzie wszytko. Wyszło trochę tego mało. Niektóre nasze plany nie są aż tak ambitne jak u innych, ale co tam! Na pewno w trakcie roku dojdą nam kolejne plany, ech..tak to z nami jest. Wymyślą raz dobrze ale dodadzą sobie. No trudno. A jutro już sylwester! Teraz wszędzie i  na fejsie i na blogach są postu typu ,,Jak przetrwać sylwestra". Są świetne, jest tam dużo cennych porad. To będzie pierwszy sylwester Majla, trochę się stresuję ale mamy plan. Jak wybije północ będziemy się z nim bawić i nie zwracać uwagi na petardy. Chociaż myślę, że on nie będzie się bał. Już dzisiaj i wczoraj puszczali takie trochę cichsze petardy i nie patrzył się i nasłuchiwał skąd dochodzi dźwięk. Może Majlo polubi fajerwerki? Może będzie siedział i gapił się kręcąc w prawo i lewo (jak robią to onki)? Nie wiem, ale trzymajcie kciuki za nas! Na pewno zaraz po sylwestrze pojawi się post o jego zachowaniu!


Życzymy Wam cichego sylwestra! Trzymajcie się!
Wera&Majlo


Świąteczne prezenty

Święta zleciały nam bardzo aktywnie. Nawet nie przypuszczałam, że w ich trakcie znajdziemy czas dla psa. W każdym dniu chodziliśmy na długi spacer. Czasem z Sarą czasem bez...Nad paczką dla Majla myślałyśmy długo. Na początku miały to być tylko jedne smaczki. Ale wyszło tego trochę więcej... Zapraszam na króciutki post o świątecznych prezentach.



Tak prezentuje się cała paczka :


Były także w niej trzy sztuki kurzych łapek,które dałyśmy Majlu w trakcie świąt. Tak więc zdjeć nie mam.

------------------------------------------------------------

1. Comfy Appetit 100% Natural Meat (50g) - przysmak liofilizowany pierś z kurczaka dla psa.

  •  100% piersi z kurczaka
  •  Białko: 85,8 %
  •  Wilgotność: 5,0 %
  •  Tłuszcz: 7,3 %
  •  Popiół: 7,2 %
  •  Włókno surowe: 0,1 %
 Smaczek dedykowany wybrednym psim podniebieniom - liofilizowana pierś z kurczaka. Samo mięsko, bez dodatków sztucznych barwników, konserwantów i zbóż. My będziemy używać je do nauki sztuczek albo do przywołania.

50g przysmaku = 250g piersi z kurczaka


 ----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
2. Orlando z drobiem i dziczyzną (20 sztuk).
Paski mięsne

  • mięso i produkty pochodzenia zwierzęcego (w tym 10% mięso z dziczyzny, w tym 10% mięso z drobiu)
  • produkty pochodzenia roślinnego
  • zboża
  • cukry, oleje,tłuszcze
Orlando łączy przyjemne z pożytecznym doskonały smak i niezbędne składniki odżywcze. Skład nie jest za ciekawy, mogłoby być więcej mięsa. Paski łatwo się łamie. W pakowaniu jest 20 sztuk, gdy pierwszy raz je zobaczyliśmy zdziwiłyśmy się, że tak dużo ich napakowali. Zawsze w takich paczkach jest mało zawartości. Tu było dużo więc wrzuciłyśmy je do koszyka.


 ----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 3. Orlando Chewy Rolls. 
 Nadziewane rolki do żucia


  •  mięso i produkty pochodzenia zwierzęcego ( w tym 19% procent drób)
  • zboża
  • produkty pochodzenia zwierzęcego ( w tym 0,06% aloes)
  • oleje i tłuszcze ( 0,01% )

Od razu mówię, nie znam się na składzie. Wiem tylko, że przysmak musi mieć jak najwięcej mięsa. A Orlando mają go mało. Ale raz nie zaszkodzi. Te smaki otworzyłyśmy już drugiego dnia świąt. Bardzo śmierdzą i łatwo się łamią.


 --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 4. Bejgoła v_1 (2 metry)
Czyli nasza smycz

Tę smycz zrobiłyśmy same. Po prostu chciałyśmy ją zrobić od serca. Kupiłyśmy linę oraz karabińczyk, który okazał się za mały. Ale z pomocą naszego taty stworzyliśmy smycz naprawdę wyjątkową. Chciałyśmy aby była dłuższa niż ta skórzana. Już pod koniec Wigilii poszliśmy ją wypróbować. Jak dla nas idealna.






I to już wszystko. Majlo bardzo ucieszył się z tych wszystkich prezentów. Smaczki czekają na swoją kolej, smycz pracuje doskonale, pies szczęśliwy. Do nas także przyszedł Mikołaj:



 Ja dostałam album o motylach ( motyle to moja pasja) oraz album o lesie.


 A Julia książki idola, czyli ornitologa Andrzeja Kruszewicza.

          -------------------------------------------------------------------------------------------------------
 Z paczki jesteśmy bardzo zadowolone. W sumie dużo tego się zrobiło. Nigdy nie sądziłam, że tak dużo mu kupimy, bo wiecie nie każdy może. Mam nadzieję, że smaki się nie skończą za szybko a smycz pożyje wieki. Bo naprawdę jest solidnie zrobiona. Jeśli jesteście ciekawi jakiegoś produktu, to wybierzcie jeden - zrobię recenzję. Może być to nawet smycz, chociaż...


 A wy co dostaliście na święta? Co dostały wasze psiaki?

Prawda, że śliczne?

 Pozdrawiamy!
Wera&Majlo

Wesołych Świąt!

Niech te święta Bożego Narodzenia przyniosą Wam wiele radości – wspólnie spędzonego czasu, rodzinnej atmosfery, dużo radości i tyle optymizmu, by nie skończył się przez cały zbliżający się rok. Życzymy Wam, abyście to Boże Narodzenie spędzili w atmosferze miłości i wzajemnego zrozumienia... Wesołych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku!


                                                                                                           Weronika i Majlo 


Podsumowanie 2016 roku!

Szybko zleciał mi ten rok. Nawet nie wiem kiedy. Bardzo dużo się wydarzyło przez te 10 miesięcy (Majlo jest z nami od marca). Już zaraz pożegnamy 2016, więc czas na jego podsumowanie! 


Zaczynając od marca. W tym miesiącu pojechałam z tatą po mojego, wymarzonego szczeniaczka. Po kilku godzinnej jazdy już na miejscu przywitała nas piękna, długowłosa mama i dwójka bardzo podobnych do siebie szczeniąt. Hodowca oznajmił nam, że jak dobrze się im przyjrzymy dostrzegniemy to,  że jeden szczenior jest ciemniejszy a drugi jaśniejszy. Nie pamiętam, na którego padł wybór ale wydaję mi się, że wybrałam tego ciemniejszego. Podczas drogi powrotnej nie było tak nudno jak na początku. Szczeniak siedział w bagażniku. Yyy....spokojnie, nie wyglądało to tak jak myślicie. Bagażnik był jakby otwarty i połączony z tylnymi siedzeniami. Miałam szczyla na widoku. Strasznie się darł. Wiem, było to dla niego bardzo mocne przeżycie. Oddzielony od brata i to tego z nieznajomymi sobie osobami w  samochodzie.  Potem mój tata wpadł na pomysł aby kupić mu zabawkę, żeby czymś się zajął. On poszedł do sklepu a ja zostałam oko w oko z małą bestyjką. Jak tata wrócił daliśmy małemu zieloną kosteczkę na sznurze (którą mamy do dzisiaj). I wiecie co? Maluch jak gdyby nic umilkł, przytulił się do zabawki i usnął...

Kwiecień to miesiąc zabaw, gryzienia, poznawania terenu i kopania dołów. W tym miesiącu Majlak zaczął poznawać kąty swojego podwórka. Powoli zawieraliśmy do siebie zaufanie.


W maju też była ciągła zabawa. Majlo zaczął dostawać swoje pierwsze przezwiska. Polubił szarpanie i piłki. Był to czas ząbkowania.

Czerwiec był miesiącem smutku i nadziei. Majlo bardzo mocno zachorował na babeszjozę, czyli na chorobę wywołaną przez kleszcze. Niestety, nie dopilnowałyśmy tego. Pies miał bardzo silną gorączkę, był umierający. Na szczęście wyzdrowiał. Tak więc wszystko zakończyło się dobrze.

Lipiec. Ach..lipiec. Błoga sielanka w jeziorze i nie tylko. Najpierw zapoznanie i nieufność Majla do wody a potem harce, I niestety, ciężkie upały. Ale daliśmy radę. W tym miesiącu Majlo znielubił koty, które nie chciały się z nim bawić i zachowywały się agresywnie. Tutaj Milian zdarł nochal.


Miesiąc sierpień był miesiącem zdjęć i wypadów do lasu. A no właśnie nic nie pisałam o spacerach, no trudno...Obejdzie się bez nich w tym poście. W tym miesiącu Majlo po raz pierwszy zobaczył ogień podczas ogniska. Tutaj były też spacery na lince.

We wrześniu zaczęłyśmy spuszczać Miliana ze smyczy. Piechol zaczął podrywać już Lulę :D  Nauczył się też wielu sztuczek. Zaczęliśmy testować zabawki.

Październik był miesiącem spacerów i sztuczek! Byliśmy w różnych miejscach. Poznaliśmy wiele zakątków naszego lasu. Zaczęliśmy przywołanie.


Listopad. Miesiąc przywołania. Na początku wychodziło super ale potem się trochę podłamało...

Grudzień to stanowczo miesiąc zakupów! W paczce jest ich nawet sporo ( ale wszystko w swoim czasie). Tutaj rządzą spacery z Sarą, świetne przywołanie i mega skupienie na nas.


W tym roku zdecydowałam założyć stronę i bloga. Czasami, wiem, mam chwilę zwątpienia. Czasami nie chce mi się ich prowadzić ale nigdy nie żałuję, że je założyłam. Tego bloga założyłam po to, aby gdzieś zapisywać te wspomnienia, przygody. Aby dzielić się z innymi naszą codziennością. Nie ukrywam, że właśnie przez bloga i stronkę ,,weszliśmy" w internetową społeczność psiarzy. Od zawsze czytam wasze blogi, ale dopiero kiedy założyłam swojego komentuję. Blog dał mi wiele do myślenia. Kiedy mam chwilę podłamania czy zwątpienia wystarczy, że napiszę to co myślę na blogu jako wersja robocza i wszelka złość minie. Oto nasz blog w liczbach:


Może dla niektórych to mało, ale każda cyferka jest dla mnie ogromną motywacją do dalszego pisania.
Jestem bardzo zadowolona z działalności bloga. Założyłam go dokładnie 18 lipca, czyli 6 miesięcy temu.  Jestem bardzo z niego zadowolona, chociaż nie zaglądam do pierwszych postów, ponieważ trochę się ich wstydzę. I tak osobiście uważam, że trochę nie umiem za ciekawie pisać. Staram się. Może będzie lepiej.




   Rok 2016: 
  • zakup Majla i zapoznanie się z nim 
  • wspaniałe przygody, przeżycia, emocje
  •  przywołanie 
  •  zakup lustrzanki 
  •  pożegnanie Bampiego* 
  • odkrycie nowych zakątków naszego lasu 
  •  wzloty i upadki 
  •  znielubienie kotów 
  • sztuczki i komendy 
  •  założenie stronki i bloga 
  • wspólne wypady z Sarą 
  •  świetna zabawa 
  • moje, nowe znajomości z psiarzami



Rok 2016 uważam za bardzo udany. Dużo udało się nam osiągnąć. Bardzo wszystkim dziękuję za..za wszystko. Za to, że zawsze nas obserwujecie, komentujecie. Szczególnie pragnę podziękować mojej najlepszej koleżance Kai, która zawsze w trudnych chwilach podtrzymywała mnie na duchu. Pozwolę sobie polecić jej nowo założonego bloga KLIK. Koniecznie zajrzyjcie, bo warto! Pragnę też podziękować przede wszystkim Majlowi i Julii za tak fajne przygody. Ten rok był niesamowity. Mam nadzieję że nadchodzący rok będzie również rokiem pełnym wrażeń, wzlotów, upadków oraz przede wszystkim przygód!


Najdziwniejszy spacer, najdziwniejsza sobota.

Dlaczego najdziwniejszy i najdziwniejsza? Ponieważ na tym spacerze wydarzyło się wiele zdarzeń, z których wyszliśmy z fartem. Boję się, że opiszę ten spacer w mało interesujący lub po prostu w taki najzwyklejszy sposób. Dobra, niech się dzieje co chce...


Wiecie już, że planowaliśmy spacer z Sarą. Ale nie udało się. Poszliśmy bez niej, ponieważ nie mogła. Nie zaszkodzi jak Majlo nie będzie miał psiowego towarzystwa... Wybraliśmy trasę Cierzpięty - Mojtyny, a przy okazji chciałyśmy też zajść do pewnego miejsca.Wyruszyliśmy o dziesiątej. Zabrałyśmy tylko smaczki, na przywołanie i na sztuczki. Linki postanowiłyśmy nie zabierać, bo przecież tam nikogo nie będzie. Będziemy tylko my i pies. Aa no i jeszcze łono natury. Już na samym początku, jeszcze w wiosce smycz mi się wyślizgnęła i  Majlo pogryzł się przez płot z takim Maksem, uroczym mieszańcem hovarta (jak to się pisze?). Potem szybko chwyciłam smycz i skręciliśmy na polną drogę. Tam spuściłam Majla i trochę posprzeczałam się z Julią  o psiowy świat.


Szliśmy polną drogą i po każdej stronie były pola. Niektóre miały stare druty a kolejne niedziałające pastuchy. Na jednym polu widniał pastuch z biało - czerwoną chorągiewką. Chyba działał. Postanowiłyśmy aby Majlo nie zbliżał się do niego. W końcu weszliśmy w las. Tam pan Majlak wytarzał się w odchodach haha czy cokolwiek to było xd.



Po paru minutach marszu doszliśmy już do tego miejsca. Tak się prezentuje :


Koło ,,wyschniętego jeziora" jest też rzeka, w której Majlo trochę się pomoczył :


Następnie poszliśmy sobie prostą drogą, prowadzącą do Mojtyn. Majlo sobie hasał a my jak gdyby nic szłyśmy na środkiem drogi. Tak się już przyzwyczailiśmy, że w lesie jesteśmy sami. I chodzimy jak chcemy i pies jest luzem. A gdyby to zobaczył leśniczy? Oj, chyba było by kiepsko. Pies, który jako tako się przywoła i tak musi być na smyczy. Tak na pewno powiedział by leśniczy. No nic...Idąc sobie zapomniałyśmy o wszystkim. Ale nagle...,,Kurde, ktoś jedzie!!" W ostatniej chwili zauważyliśmy jadący (dosyć szybko) czerwony samochód, a kto ma czerwony samochód? Leśniczy. Szybko ruszyliśmy na ściółkę. Ale gdzie Majlo? Samochód pojechał. Nawet nie wiem czy nas zauważył. Na szczęście Majla dostrzegłyśmy daleko w ściółce, za drzewem. Uff, kamień spadł mi z serca. Jak dobrze, że leśniczy go nie zauważył!


 Potem jak leśniczy pojechał poszliśmy dalej. Po paru minutach Majlo jakoś dziwnie wyparł do przodu. Julia szepnęła, że ktoś tam stoi i chyba piłuje drewno. Szybko zawołałyśmy Majla, aby go podpiąć na smycz. Na szczęście przybiegł. Julia miała rację był tam leśny robotnik. Piłował drzewo.  Nie zwrócił na nas uwagi, ale Majlo musiał się popisać jaki on jest mężny i obronny. Potem poszliśmy dalej. Spuściłyśmy Miliana i  zaczęliśmy spokojnie iść już na jednej stronie. Ale nagle usłyszeliśmy głośne śmiechy i krzyki. O nie! Młodzież idzie. Zauważyłam ich między drzewami. Zobaczyłam też jakiegoś czarnego psa, który nie był na smyczy. Nie dość, że ludzie nie wychowani, bo krzyczą w lesie to jeszcze psa nie mają na smyczy. Skręciliśmy na ściółkę, aby ich nie mijać. Chciałyśmy uniknąć jakiejś bójki. Pies bez smyczy to lepiej nie podchodzić. Jak nas ominęli ruszyliśmy dalej. Wkrótce wkroczyliśmy do Mojtyn. Chciałyśmy przejść się po tej wsi ale przeszkodził nam średni kundelek. Stał na środku drogi i zaczynał się do nas zbliżać. Po jednej stronie pies po drugiej wielkie tiry. Staliśmy koło drogi. Majlo ciągnał do tego psa ale też bał się przybliżających się do nas tirów...Niestety nie mam zdjęcia.


Postanowiliśmy, że wrócimy. Bo co by było jak bym puściła smycz i psiaki by się pogryzły a blisko jest ruchliwa droga? Potem kolejne nieszczęście trochę się zgubiliśmy, ale po paru chwilach odnaleźliśmy właściwą drogę. Pozostali tylko do ominięcia ci ludzie. Szliśmy już parę dobrych minut ale jakoś ich nie było. A co tam! Spuścimy go. Milian sobie hasał aż w końcu skapnęłyśmy się, że zaraz będzie robotnik. Majlo się przywołał i był już na smyczy. Szedł przy nodze. W miejscu gdzie pracował robotnik zauważyliśmy trzech ludzi i....czerwony samochód. Leśniczy. Dobrze, że postanowiłyśmy Majla zapiąć. Przeszliśmy bez żadnych problemów, tylko trochę Majlo się na nich gapił (na robotnika i na leśniczego, którzy rozmawiali).  Uff. W pewnej chwili bardzo zachciało nam się pić. I Majlowi i nam. Milian rozbijał każdą kałużę. Taaak...musimy zaopatrzyć się w jakąś miskę turystyczną.


Wracając śpiewałyśmy kolędy. Już w końcu święta! Niedługo post świąteczny. Wróciliśmy skrótem.
I taki był nasz dziwny spacer. Nie było nas w sumie cztery godziny. Więc czytając można odnieść, że był krótki. Tak więc był długi.  Było troszkę więcej zdarzeń, ale chyba nie lubicie gdy się rozpisuję.  Nie wiem, czy spacer opisałam tak emocjonalnie ale była to duża przygoda... kolejna do kolekcji.




Szalona sobota!

Gdy rozpoczynamy kolejny tydzień chodzenia do szkoły to żałujemy, że nie spędziliśmy tego weekendu na maxa. W drodze na przystanek mówimy ,, Ach..trzeba było korzystać z wolnych chwil, więcej spacerów!" i chcemy zawrócić, zamiast iść na przystanek, chcemy iść z Majlem do lasu.


Tak więc w ten poniedziałek zadecydowałyśmy, że sobota musi być mega wykorzystana. Zaplanowałyśmy dłuższy spacer, który był rewelacyjny. Pod względem nowo odkrytej trasy i zachowania Majla oraz jeszcze kogoś...A mianowicie Sary, suczki sąsiada, mieszańca beagla. Towarzyszyła nam przez cały czas. Sara jest jedyną koleżanka Majla (Lula została oddana do schroniska) a od soboty to Miliana dziewczyna.Przepraszam, że nie mam zdjęć ale brakuje mi rąk do trzymania aparatu, w następną sobotę kolejny spacer z Sarą więc postaram się wziąć sprzęt i zrobić zdjęcia,może jakoś mi się pomieści a na razie wstawiam te z pola.


Zacznijmy od początku. Rano w sobotę zjadłyśmy śniadanie i spojrzałyśmy przez okno ,,Kurczę pada!" No nic. Deszcz nie przeszkodzi nam w spacerze, którego wyczekiwałyśmy od tygodnia. Szybko się ubrałyśmy, wzięłyśmy Majla na smycz i poszliśmy. Na początku było przyjemnie i spokojnie. Potem jak weszliśmy w rejon psów pojawiła się pierwsza przeszkoda, psy z każdej strony! Z prawej dwa mniejsze a z lewej piękny owczarek niemiecki (<3) i to właśnie do niego zalatywał Majlo ( haha nie wiem czy to dobre określenie, ale Majlo nim się najbardziej interesował). W sumie bardzo ładnie się zachował, trochę szczekał ale nie ciągną, był trochę rozproszony, ale nie dziwię mu się wkoło było mnóstwo psów (nasze Cierzpięty to bardzo zapsiona wieś). Przeszliśmy bez jakiś tam dużych spin.

Potem wkroczyliśmy na drogę polną, która prowadzi do Mojtyn. Tam spuściłyśmy Majla, który ciągną do Sary. Sara nie była na smyczy  i sobie biegała przed nami, dlatego ciągnął, bo chciał z nią...Tak więc, spuściłyśmy go i zaczęli razem biegać po lesie. Śmiesznie to wyglądało. Biegali w kółko i było widać ich radość. Potem się zmęczyli i zajęli się zapachami. Gdy skręciliśmy na inną drogę znikli nam z oczu. Weszli w iglaki. Tam na pewno się w czymś wytarzali, znając ich na pewno w padlinie albo króliczych czy sarnich bobkach, bo gdy wróciła Sara bardzo od niej śmierdziało. Ale Majlo nie wrócił. Przez pewien czas szliśmy bez niego. Tak nie mogło być. Postanowiliśmy, że zawrócimy i pójdziemy w iglaki, żeby go szukać. Ale nim zawróciliśmy obejrzałyśmy się za siebie. Biegła w oddali czarna, gruba kropa (czytaj: Majlo).  Był  zdyszany i trochę wystraszony, że tak daleko się oddalił. Jak trochę odsapną powędrowaliśmy dalej.


Mijaliśmy starą, mazurską ambonę myśliwską, wielkie pola. Była to trasa, którą nazwaliśmy Parkiem Jurajskim.Trasa, którą rzadko chodziliśmy, ponieważ była bardzo długa i nie mieliśmy okazji zobaczyć dokąd prowadzi. Wracając do spaceru. My szłyśmy a psiaki harcowały w najlepsze. Czasem sobie trochę powęszyli a potem znów zabawa. Ta zabawa tak fajowo wygląda, że muszę koniecznie zrobić filmik!  Przypominają mi takie dwa wielkie walczące lwy... Co jakiś czas ćwiczyliśmy przywołanie. Zabawa zabawą ale pracować też trzeba! Na początku psy nie za bardzo się odwoływały, nawet Majlo, który patrzył się tylko na Sarę, która nie była nauczona. Ale potem było już tylko lepiej. Po dwóch godzinach wędrowania, wyszliśmy na naszą Uklankę! Tam zaszliśmy jeszcze na pole namiotowe. Psiaki się trochę pomoczyły w jeziorze. A i jeszcze..jest tam taka stroma górka, najpierw jest normalna ziemia a potem taki jakby rów w dół, którego nie widać. Majlo rozbiegł się i w ostatniej chwili odbił się na znajdującej się na jego drodze łódki. Z łódki odbił się i wpadł do jeziora! Potem jeszcze Sara i razem pływali. Świetnie to wyglądało, Majlo niczym komisarz Reks! Następnie zaszliśmy do takiego strumyka. Tam psiaki też weszły do wody. Potem skręciliśmy na stanicę wodną...


Po drodze psiaki szły przed nami i szybko zniknęły. I tu był czas na przywołanie. Zawołałyśmy i Majla i Sarę. Przybiegli z bardzo dużej odległości! Jesteśmy z nich mega dumne! Potem pochodziliśmy sobie przy jeziorze, tam psy się trochę pomoczyły w wodzie i znów harcowały. Biegały, skakały z wody i do wody. Ale ich energia rozpierała! Po godzinie doszliśmy już do wioski, gdzie Majla wzięłyśmy na smycz. Potem smutni (bo się spacer już skończył a było tak fajnie) i  zmęczeni udaliśmy się do domu.

Spacer był świetny. Majlo bardzo ładnie się zachował. Trochę się pobawił z Sarą, ale najbardziej cieszy mnie przywołanie i to, że nie myślał cały czas o zabawie i o suczce. Nie chodził z nią w krok w krok (co się często zdarzała). Chociaż czasem się zastanawiam czy ona ma na niego dobry wpływ? Jest jedyną psią towarzyszką Majla. Ale czasem ona nie chce się przywołać i była już taka sytuacja gdzie Milian patrzył na nią. Jak ona przybiegnie to on też. Jak nie to nie. Ale zdarzyła się też inna sytuacja. My zawołałyśmy. Psiaki stały i patrzyły się i na nas i na siebie. Majlo zadecydował, że przybiegnie ale w połowie drogi stanął i patrzył na suczkę. Ostatecznie wybrał pańcie i przybiegł. Sara potem też przybiegła. Tak, więc jak uważacie ma dobry wpływ na niego? Ja myślę, że czasem nie a czasem tak, bo po pierwsze Majlo uczy się skupienia na nas i pracy przy innym psie ale z drugiej strony Sara czasem nie chce przybiec i może nam zepsuć przywołanie. Piszcie w komentarzach jak uważacie!

I odkryliśmy dokąd prowadzi ta polna droga! Jest to bardziej przyrodniczy sukces niż psi, ale co tam! Przeszliśmy ją całą, nigdy nie mieliśmy okazji. Jestem mega zadowolona z tego spaceru!
Mam do was dwa pytania : Co wam się nie podoba w blogu? Czy Majlo według was jest gruby?
Szczerze - walcie prosto z mostu!


Trzymajcie się!
Team Owczarkowego szaleństwa

Co nam daje pies?

Proste pytanie, na które większość psiarzy odpowie - ,,Po prostu wszystko". Ale pomyślmy przez chwilę. Pies. Jest to żywe stworzenie, które potrafi przewrócić nasz nudny dotąd świat, do góry nogami. To właśnie pies, potrafi rozśmieszyć nas gdy mamy zły dzień albo gdy jesteśmy smutni...


Według mnie, pies to coś więcej niż przyjaciel czy towarzysz. To taka druga połowa nas, która czuje i doskonale nas rozumie. Na pewno każdy z nas czasem stracił przyjaciela z klasy albo nie, pokłócił się z nim. Wtedy, wracamy smutni ze szkoły, z parku... Wchodząc na podwórko, do domu wita nas pies, który czekał na nasz powrót, który wyczekiwał aż ktoś chwyci za klamkę i otworzy drzwi. Wtedy zapominamy o całym zajściu i zajmujemy się psiakiem, który czeka aż wyciągniemy jakąś zabawkę albo piłkę czy szarpaczek. Pies to coś więcej niż przyjaciel, to ten ktoś, który kocha nas, za to, że jesteśmy. Pies zostaje nam wierny do końca, on nie obrazi się, nie skłamie, nie porzuci nas jak robią to ludzie...A jak już odejdzie to pozostanie w naszych sercach. Będzie na nas patrzył tam, z góry. Potem na jego miejsce przyjdzie kolejny zwierzak, który będzie nas darzyło ogromną miłością, wiernością i taką emocją, którą nie da się opisać. 


W takim razie wróćmy do naszego pytania. Co w takim razie daje nam pies? Czego nas uczy? 


1.  Miłość
Miłości i szacunku do zwierząt powinniśmy uczyć się już od najmłodszych lat. Pies uczy nas bezwarunkowej miłości, która uczy nas, aby kochać kogoś poza sobą samym.


2. Odpowiedzialność
Tutaj można wiele napisać. Jest to bardzo obszerny temat.  Musimy dbać o psa, pilnować go, zadbać aby miał dobre warunki w domu... itp. Nie będę się rozpisywała, to podstawa!

 
  3. Cierpliwość 
Psy nasz uczą cierpliwości. To cecha, którą każdy posiadacz psia powinien mieć. Ile to razy złościliśmy się na psa, gdy źle się zachowywał a był uczony, ile to razy nie mógł zrozumieć o co nam chodzi. Cierpliwość to ważna cecha, rozwijajmy ją!

4. Poświęcenie
Ile razy nie chciało nam się rano wstać z ciepłego łóżka na zimny dwór i iść z psem na spacer?

5. Oszczędność
Ile to razy odmówiliśmy kupienia czegoś słodkiego albo jakiegoś ubrania? Musimy mniej wszystkiego widać, bo pies w domciu czeka na nową karmę, smaczki, zabawkę, szarpak czy piłkę.

6. Troskliwość
 Psy uczą nas troskliwości. Troszczymy się o ich zdrowie, nie chcemy aby stało im się coś złego. 

 

Mam nadzieję, że post choć prosty i krótki, spodobał wam się. Na pewno jest dużo więcej cech, nie wszystkie tu przedstawiłam. Jeżeli znacie jeszcze jakieś to piszcie! Pies jest w stanie nauczyć nas dużo więcej niż nam się zdaje! A na koniec trochę psich cytatów!

„Pies jest jedyną istotą na świecie, która bardziej kocha Ciebie niż siebie samego”

 „Mylić się jest rzeczą ludzką, wybaczać- psią”

 „Pies ma tylko jeden cel w życiu. Obdarować kogoś swoim sercem.

 „Jest twoim przyjacielem, wspólnikiem, obrońcą, jest twoim psem. Ty jesteś jego życiem, jego miłością, jego przywódcą. On będzie twój, wierny i szczery, do ostatniego tchnienia. Musisz okazać się godny takiego oddania – jesteś mu to winien.

 ,, Jeśli straciłeś swojego psa, można powiedzieć, że straciłeś wszystko”

,, Pies jest jedynym stworzeniem na ziemi, któremu możesz zaufać”

 , Tylko pies jest w stanie okazać ci miłość, jedynie na ciebie patrząc”
 
 „Na świecie nie ma lepszego psychiatry od szczeniaka liżącego cię po twarzy”
 


Spacer na pola pod Mojtyny

W tą sobotę wybraliśmy się wszyscy rano na trochę dłuższy spacer niż zawsze. Majlo miał mało spacerów w tygodniu (szkoła) i chciałyśmy to wszystko nadrobić. Rano jak wstałyśmy całe Cierzpięty znowu pokrył biały puch. Przez okno zauważyłyśmy jak spadają olbrzymie płaty śniegu. No to co? Szybko się ubrałyśmy i pędem po piesa i smycz. Na zewnątrz było po prostu magicznie. Biało, trochę jeszcze sennie. Doskonale. Julia wzięła  dużo smaczków a ja swoją lustrzankę oraz Miliana. Ruszyliśmy...
Już na samym początku przywitała nas Lula, na którą Majlo w ogóle nie zwrócił uwagi (?!).  Potem, zaczęły się psy. Nasza wieś, czyli Cierzpięty ( położone w samym sercu Mazur) słyną z dużej ilości psów. Nie mieszka tu żaden psiarz a większość psiaków trzymane są niestety, na łańcuchu.  W każdym domu, na każdym podwórku jest jakiś pies. Byłyśmy ciekawe, jak Majlo zareaguje na te wszystkie. Z każdej strony był psiak, Milian był trochę zmieszany. Ale jednak przeszliśmy bez żadnych większych problemów. Po drodze dałam Majlowi trochę powęszyć. I w pewnej chwili wszyscy zauważyliśmy biegnące ( może bardziej uciekające)  w oddali wielkie psy pana Kozy. Trochę się przestraszyliśmy, bo myśleliśmy że wyskoczą do nas. Ludzie mówią, że są bardzo groźne i mają dziurę w płocie i nią wychodzą na pola. Na szczęście chyba się nas trochę wystraszyły. Brawo my!

Podczas drogi cykałam piechowi zdjęcia i rozmawiałam z Julią o blogowym świecie. Spuszczony Majlo hasał w śniegu.  Na polnej drodze były zasypane śniegiem zamrznięte kałuże, na które nie zwróciliśmy większej uwagi i ślizgaliśmy się przez dłuższą chwilę. Majlo się rozpędził na śniegu i wskoczył do zamarzniętej kałuży. Poślizgnął się tak dziwacznie, wyglądało to tak, jakby robił jakąś figurę na lodowisku. Zrobił też jakieś fikołki, czy co tam było, nie wiem. Ale wyglądało to bardzo śmiesznie! Szkoda, że nie mam zdjęcia.

Potem znowu Milian trochę pohasał, szkoda że nie udało mi się tego uchwycić ale mam trochę na filmiku, który jest na końcu. Następnie drogę przebiegło nam pięć saren. Majlo był czujny. Popatrzył się. I został koło nas. Bardzo się cieszę, że nie pobiegł za nimi jak to robi większość psów. Grzeczny chłopiec! Co by zrobiły wasze psy w takiej sytuacji?
Badamy tropy, sarny pobiegły w tamtą stronę.



                                                         A tutaj troszeczkę sielanki :

Potem doszliśmy już na nasze, duże pole. Tam też pocykałam trochę zdjęć:


Ćwiczyliśmy także przywołanie. Nagrałyśmy dla was dwa filmiki, pierwszy z przywołaniem a drugi z szaleństwami Majla,wstawię je na fejsa bo na youtubie są niewyraźne. Co by tu jeszcze napisać? Wróciliśmy bez żadnych niespodzianek. Dziękujemy za tyle komentarzy, są sporą motywacją! Napiszcie czy post wam się podobał. Pa!