Zimowo - świąteczna aktualizacja...

Cześć. Dawno tu nie pisałam, ponieważ nic się ciekawego u nas nie działo. Siódma klasa - więcej sprawdzianów, mniej czasu na psa czy rozwijanie zainteresowań...No ale dobra, blog nie jest do narzekania na ilość nauki. Zmieniamy temat. Mamy grudzień, zimę. Śnieg w tym roku, na Mazurach po prostu wariował. Były raz zaspy, kiedy indziej tylko kilka centymetrów a później w ogóle go nie było. I tak w kółko. Święta oczywiście bez śniegu. Korzystaliśmy z Majlem z niego kiedy były zaspy. Poszliśmy na łąki, dłuższe spacery (w końcu mam lepsze rękawiczki!)  oraz na zdjęcia...

O czym będzie dzisiejszy post? Hmm....O wszystkim i o niczym. Hah. Taka mała aktualizacja.
No więc co się wydarzyło przez ten czas kiedy nie pisałam?

  • Odwiedziliśmy kilka razy ,,wyspę"  i odkryliśmy skrót do niej -  w kwietniu ubiegłego roku przypadkowo odkryliśmy półwysep, który na długo ugrząsł nam w pamięci. Był niestety zaniedbany, była masa śmieci, którą w późniejszym czasie posprzątaliśmy. Strasznie spodobał nam się urok tego miejsca. Przewalone drzewo - miejsce spoczynku kormoranów, na którym Majlo trenuje swoje czynności akrobackie czy drzewa bez koron. Zakochaliśmy się i tyle...Przez pewien czas zapomnieliśmy jednak o tym miejscu. Przyszły wakacje, pojawiły się inne miejsca...Dlatego nie dawno postanowiliśmy tam dotrzeć. I udało nam się, doszliśmy ale nową drogą. ,,Ej a gdzie się tam idzie? Chyba na wyspę, co?" - zapytałam się raz Julii, kiedy zobaczyliśmy w lesie nową drogę. No i poszliśmy to sprawdzić. Nie muszę chyba pisać gdzie doszliśmy, bo to wiadome. Droga okazała się skrótem a wyspa dostępniejszą niż wcześniej. Ku naszemu zdziwieniu śmieci znów się pojawiły, ale ktoś wziął z nas przykład i popakował je do worków. Nawet nie wiecie, jak nam się miło zrobiło! Uważam, że teraz będziemy częściej wpadać na ,,wyspę" i nie zapomnimy o tym wyjątkowym miejscu. 



  • Przywołanie nadal działa! -  pół roku - tyle trwała przerwa od przywołania. Wiem, okropnie to brzmi. Nikt z Was pewnie nie dopuściłby się tego. No ale cóż... Przywołanie na lince wydawało mi się na początku bez sensu. Potem jednak zmieniłam zdanie i trenowaliśmy przywołanie. Jeszcze potem je zaniedbaliśmy aż do pewnego spaceru. Zawołałyśmy, i wiecie co? Odwołał się, pamiętał. Przerwa pół roku, pies i tak pamięta. Nie spodziewałam się tego, tym bardziej po Majlu. Widzicie, trzeba uwierzyć w swoje i innych możliwości.

  • Majlo trochę się nam udomowił - leżał już w moim łóżku, na kanapie, nawet na krześle. Schody nie są dla niego przeszkodą. Choinka została już obwąchana, bombka również. Jak jakiś pies zaszczeka to Majlo szybko łapami na grzejnik i z okna obczaja kto tam chodzi. Taki to piesek salonowy.



  • Prezenty Majla na święta. - Majlo wigilię spędził w domu, hehe w końcu to już pies podwórkowo-domowy. Co dostał? Duży zapas karmy i ciasteczka ze żwaczami. Bardzo mu smakują, w końcu to Majlo, jemu wszystko smakuje.

  • Wiewiór is perfect! -  i pomyśleć, kiedyś mówiłam ,,Nie on nie zrobi, toż to cielsko!". Trochę ćwiczyliśmy i teraz Majlo wiewióra potrafi bardzo długo wykonać. Doszliśmy do mety.


  • Majlo ma przyjaciela! -  jest nim psiak takiej pani z naszej wioski, jest to mieszaniec ogara polskiego. Idealny dla Majla, gdyż nie jest dla niego ani za drobniutki ani za duży. Wabi się Fado. Często ucieka ze swojego podwórka i wchodzi na nasze (chyba przez płot). Bawi się wtedy z Majlem caaałą noc. Cieszę się, że się dobrali, bo Majlu brakowało jakiegoś psiego towarzysza. Sara została oddana do schroniska, a Lulę i Gofra wywieźli...

I to by było na tyle. Nawet nie wiecie jak się cieszę, że w końcu się zabrałam i coś tu naskrobałam. Bardzo mi tego brakowało. Teraz pisząc te zakończenie słyszę chrapanie Majla w korytarzu, hehe. To to dopiero szalone zwierzę.


W następnym poście będziemy podsumować rok, bądźcie z nami!
Majlo i Weronika